Dieta mamy karmiącej – czy mama karmiąca może jeść wszystko?

„Najedz się w ciąży, bo jak będziesz karmić piersią to już ścisła dieta.”
 „Nie jedz kapusty, grochu, mleka, jajek, truskawek, bo dziecko będzie miało wzdęcia i kolki.”
To bardzo często słyszą młode mamy karmiące piersią…

Czy naprawdę dieta mamy karmiącej musi być tak restrykcyjna? Czy warto przy kamieniu piersią zalecać unikanie alergenów na zapas w obawie przed alergią u dziecka? Czy płacz dziecka bezsprzecznie oznacza, że mama się „czegoś najadła” i teraz ma za swoje?

„Nie powinno się na zapas wprowadzać diet eliminacyjnych podczas karmienia piersią” – takie jest stanowisko najważniejszego podręcznika dla Doradców Laktacyjnych oraz autorów wielu artykułów naukowych (źródła na końcu) i na tym ten artykuł mógłby się skończyć. Ale ja chciałabym Ci w przystępny sposób wytłumaczyć, dlaczego dieta mamy karmiącej powinna być po prostu zdrowa i różnorodna

Ten artykuł ma na celu wyjaśnienie wpływu żywienia na skład pokarmu kobiecego jak najprościej, stąd będzie tu dużo porównań i przenośni. Po więcej szczegółowych informacji jak się tworzy pokarm kobiecy jak przebiega karmienie i wiele więcej odsyłam do strony Centrum Nauki o Laktacji.

Zdaję sobie sprawę, że kiedyś zalecenia były inne, mamy jednak to szczęście żyć w czasach szybkiego rozwoju medycyny oraz nauki. Posiadamy coraz większą wiedzę dzięki czemu nie musimy już zalecać mamie karmiącej restrykcyjnej diety.
Czytaj dalej by dowiedzieć się, dlaczego.

Zacznijmy od fizjologii. Skąd pochodzi mleko mamy.

Pokarm mamy karmiącej jest tworzony z krwi. Oczywiście jest to swego rodzaju uproszczenie, gdyż sam pokarm(mleko matki) jest wytwarzany w komórkach wydzielniczych gruczołów piersiowych zwanych laktocytami. Wszystkie części składowe potrzebne do produkcji mleka laktocyty czerpią z krwi.

Aby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi musisz wiedzieć, że większość składników znajdujących się w mleku mamy jest syntetyzowana „de novo” (od nowa) to znaczy, że obecna w mleku laktoza została wytworzona w laktocytach i niezależnie od tego czy mama spożywa mleko laktozowe, bezlaktozowe lub nie je mleka w ogóle, to ta laktoza w mleku będzie, ponieważ jest to główny cukier mleczny.

To samo tyczy się białek, tłuszczów i wielu innych składników. Te które nie są tam syntetyzowane pochodzą z organizmu mamy. Jednak nie zawsze z tego co je na bieżąco, ale z zapasów, które powstały w czasie ciąży.  

Skąd składniki pokarmowe biorą się we krwi?

Wróćmy na lekcje biologii. Najpierw coś jemy, gryziemy a następnie jest to trawione w naszym przewodzie pokarmowym głównie do glukozy, aminokwasów, glicerolu i kwasów tłuszczowych. Następnie jest to wchłaniane do krwioobiegu a stamtąd może trafić do różnych narządów np. do gruczołów piersiowych kobiety.

Jak powstają wzdęcia, których tak bardzo obawiamy się u dziecka?

Zjedliśmy, przeżuliśmy, strawiliśmy oraz wchłonęliśmy wszystko co jest dla nas ludzi możliwe do strawienia i wchłonięcia. Ale są takie składniki pokarmowe jak np. błonnik, którego w większości nie umiemy strawić. Służy on nam jako swoista miotełka, która „zamiata” nasze jelita, poprawia ich pracę i chroni przed zaparciami. Błonnik wiec zostaje w jelitach, gdzie mieszkają bakterie, które żywią się tymi niestrawionymi resztkami i one w czasie swojej uczty wytwarzają spore ilości gazów. Możemy to zaobserwować  gdy najemy się dużych ilości błonnika, a na co dzień nie jemy go zbyt dużo.

Czyli podsumujmy fakty, które już znamy.

Pokarm tworzy się z krwi. Składniki we krwi mamy pochodzą z tego co zostało zjedzone, strawione wchłonięte oraz z rezerw organizmu mamy. Jeśli coś nie znalazło się we krwi to nie ma żadnej szansy znaleźć się w mleku mamy.  

Wzdęcia to gazy wytworzone przez bakterie, które żywią się niestrawionymi resztkami. Czyli jeśli coś wywołuje wzdęcia oznacza to, że nie mogło znaleźć się we krwi, ponieważ tego nie strawiliśmy.  

Dla przykładu mama karmiąca naje się fasoli lub śliwek, wiec jeśli ktoś tu będzie miał wzdęcia to mama, a nie dziecko. Błonnik został i fermentował w jej jelitach.

Nie istnieje, żadne bezpośrednie połączenie pomiędzy żołądkiem matki a piersią. Aby cokolwiek znalazło się w mleku mamy najpierw musiałoby dostać się do krwi. A i wtedy nie zawsze przedostanie się do mleka, ponieważ musi jeszcze bezpośrednio przedostać się do komórki wydzielniczej gruczołu piersiowego.

Jak by to wyglądało, gdyby większość torii była prawdziwa:

Mama je sobie kapustę, trawi i wchłania wszystko włącznie z błonnikiem. W jej krwi pływają sobie włókna błonnika, które przechodzą do jej mleka, te „nitki błonnika” wylatują razem z mlekiem, dziecko to wypija i tu dzieje się magia, dziecko jednak błonnika nie wchłania, zostaje on w jelitach dziecka i powoduje wzdęcia.

Albo moje ulubione, gazowana woda, która ponoć wywołuje wzdęcia u dzieci. Mama pije gazowaną wodę, bąbelki pływają w jej krwi, z mleka leci mleczny szampan, dziecko się nałyka takiego gazowanego mleka i potem ma wzdęcia biedactwo.

To brzmi absurdalnie, prawda?

Gdyby te teorie były prawdziwe to dzieci karmione mlekiem modyfikowanym nie miałby nigdy kolek, wzdęć i nigdy by nie płakały, a wszyscy wiemy, że to nie prawda.

Nie ma żadnego sensu, aby „profilaktycznie” omijać alergeny zarówno w czasie ciąży, w czasie karmienia piersią jak i w czasie rozszerzania diety. Co więcej późne wprowadzane alergenów może zwiększyć ryzyko alergii, więc swoją nadgorliwością możemy przynieść i dziecku (zwiększone ryzyko alergii) i mamie (niedoborowa, uboga niesmaczna dieta) więcej szkody niż pożytku.

Alergia u niemowląt karmionych piersią.

Jestem pewna, że zastanawiasz się teraz nad tym jak to w takim razie możliwe, że dziecko ma alergię na białko mleka (lub jajka itd.), które zjadła mama.

Otóż to nie jest tak, że żadne składniki z diety mamy nie mają szansy przejść do mleka. Niektóre związki, takie jak alkohol, leki, nikotyna, kofeina, aromaty np. czosnku, niektóre małe fragmenty białek mogą się znaleźć w mleku mamy. Skupmy się na tym ostatnim.

Mama musi zjeść coś co zawiera nabiał następnie to trawi. Całe białka nigdy nie są wchłaniane wiec do krwi może dostać się co najwyżej jakiś mały fragment białka mleka krowiego (albo białka jajka, albo innego alergenu) musi on zostać jeszcze poprzez krew przetransportowany do gruczołu piersiowego.

Stężenie białek mleka krowiego w mleku mamy jest 100 000 razy mniejsze niż w mleku krowim. To może dać Ci obraz tego, jak nikłe ilości alergenów ma szansę się do mleka kobiecego dostać. Pamiętajmy, że mleko modyfikowane poza kilkoma wyjątkami powstaje głównie z mleka krowiego. Zakładając, że każde dziecko ma potencjalnie alergię, (a skazując mamę karmiącą na dietę eliminacyjną na zapas tak zakładamy) podajemy tym dzieciom czysty alergen. Gwoli ścisłości, nie twierdzę, że mleko modyfikowane jest złe, chcę tylko pokazać, że nie wszystkie dzieci mają alergię.

A to, że niektóre substancje w małych ilościach mogą dostać się do mleka, nie sprawi, że dziecko będzie miało alergię. Według statystyk Alergia na Białka Mleka Krowiego występuje u około 2 do 7,5%, a u dzieci karmionych piersią u około 0,5%, nie jest to wiele. Spokojnie raczej możemy założyć, że zdecydowana większość dzieci nie ma żadnej alergii.

Pamiętajmy, że kolka u niemowląt nie zawsze jest spowodowana alergią.  Jej przyczyny mogą być różne, oprócz alergii może to być niedojrzałość przewodu pokarmowego, zbyt duża ilość bodźców, palenie papierosów przez domowników, tak na prawdę kolka czasem występuje bez wyraźnej przyczyny.  

Nawet jeśli u dziecka wystąpi alergia to według wytycznych (tych których używają lekarze) należy wyłączyć nabiał (lub inny alergen np. jaja) na 2 do 4 tygodni. Jeśli po tym czasie poprawy nie będzie to mama może znów jeść nabiał, bo to nie on jest winowajcą.
Jeśli po 2 do 4 tygodni diety bez nabiału nastąpi poprawa wtedy trzeba zrobić „próbę prowokacji” -mama musi zjeść coś z potencjalnym alergenem i obserwować czy dziecko będzie miało jakieś objawy.
Jeśli u dziecka wystąpią objawy wtedy uznajemy, że dziecko ma alergię. Mama powinna wyeliminować wyłącznie te pokarmy, na które dziecko jest uczulone, nie wszystko inne na zapas. Jeśli po tym jak mama zje znów nabiał dziecku nic nie będzie to śmiało może jeść mleko i inne produkty mleczne, bo znów nie mleko jest tu winowajcą.

Czyli dieta mamy karmiącej nie istnieje i może ona jeść wszystko?

Lepiej, żeby nie jadła gwoździ, surowych ziemniaków i proszku do prania (żart). A tak już na poważnie, zamiast skupiać się na tym czego mama karmiąca nie może jeść, a już wiesz, że nie musi trzymać restrykcyjnej diety. Warto skupić się na tym co jeść warto.

Warto na przykład jeść zdrowe tłuszcze. Skład mleka jest względnie stały i zależy w większym stopniu od wieku i potrzeb dziecka. Nie mamy bezpośredniego wpływu na  ilość tłuszczu w mleku ale na jakość już tak. Jeśli mama będzie jadła orzechy, łososia, oliwę z oliwek, czyli tłuszcze nienasycone w jej mleku również będą tłuszcze nienasycone (te bardziej korzystne), jeśli natomiast mama będzie jadła duże ilości masła, słodkich przekąsek, tłustego mięsa, smalcu, w jej mleku będzie więcej tłuszczów nasyconych, które nie są korzystne ani dla niej ani dla dziecka.

Dieta mamy karmiącej powinna być zdrowa, urozmaicona, pełnowartościowa i smaczna.  Aromaty mogą znaleźć się w małych ilościach w mleku mamy, ale to dobrze. Dzięki temu dziecko uczy się, że jedzenie może różnie smakować co jest korzystne podczas rozszerzania diety.

To co chciałabym Ci jeszcze przekazać to, że produkcja mleka dla organizmu mamy jest w pewnym momencie priorytetem i nawet przy niedoborowej diecie skład mleka względnie stały, przy głodówkach może się ewentualnie zmniejszyć jego ilość. Ale bardzo uboga dieta jaką jeszcze czasem zaleca się z obawy przed problemami brzuszkowymi u dziecka może bezpośrednio zaszkodzić mamie. Np. Jeśli mama będzie jadła za mało wapnia, to w mleku będzie go wciąż pod dostatkiem. Ucierpieć mogą kości mamy. Eliminować z diety mamy karmiącej powinniśmy tylko składniki, na które dziecko ma alergię a nie wszystko profilaktycznie.

Specjalna notka świąteczna

Podczas świąt wiele się dzieje, nowe zapachy, dawno niewidziani ludzie, światełka, kolędy. Dla takiego malucha czasem jest to naprawdę wiele i wieczorem musi sobie to odreagować, w jedyny sobie znany sposób, czyli płaczem i nieprzespaną nocą. Jednak to właśnie mama karmiąca jest oskarżana o to, że się czegoś najadła no, bo przecież stół wigilijny zastawiony jest wszystkim co może maluchowi zaszkodzić.

Z jeden strony jest to temat prosty, a drugiej strony prosi się żeby napisać o nim książkę i rozwiać wszystkie wątpliwości i mity raz na zawsze. Jeśli macie jakieś pytania związane z tym tematem, znajdziecie do mnie namiary w zakładce kontakt.

UWAGA!

Dla zapisanych na newsletter mam specjalną wersję do druku, z podsumowaniem w punktach i rysunkami. Warto dać do przeczytania rodzince abym to ja mogła wytłumaczyć za Was, dlaczego dieta mamy karmiącej nie musi składać się z marchewki, ryżu i kurczaka.  

Zapisz się na newsletter

* indicates required

Podsumowanie:

  1. Dieta mamy karmiącej powinna być pełnowartościowa, urozmaicona, kolorowa oraz zwierać w sobie zdrowe tłuszcze.
  2. Eliminując alergeny na zapas, zwiększamy ryzyko alergii u dziecka oraz narażamy mamę na niedobory.
  3. Kolka poza potwierdzonymi przypadkami alergii pokarmowej nie jest związana z tym co je mama.
  4. Aby przypuszczać, że coś może znaleźć się w mleku mamy, musi najpierw znaleźć się w jej krwi.
  5. Dzieci płaczą z wielu równych powodów, czasem, zwłaszcza w okresie świątecznym, z nadmiaru emocji i bodźców.

Życzę Wam z całego serca smacznych posiłków, zdrowia oraz miłej i rodzinnej atmosfery przy wspólnym stole, bez docinek współbiesiadników na temat konsumpcji grochu z kapustą a karmienia piersią. Życzę Wam braku kwarantann, otwartych przedszkoli, miłości, wyrozumiałości i spełnienia marzeń w nowym nadchodzącym 2022 roku.

Wesołych i Spokojnych Świąt!


Źródła:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *